wtorek, 5 czerwca 2012

1-3.06.2012 URSYNALIA!, Kampus SGGW, Warszawa

Cytując L.U.Ca aż chcę się powiedzieć 'Hmmmm od czego by tu zacząć...'

Zacznę od tego, że daruję już sobie (z lenistwa!) relację z 2 dnia juwenaliów Politechniki Warszawskiej a także z koncertu zespołu Goja. A wszystko na rzecz festiwalu, który się nazywa...

*****URSYNALIA*****

Od razu zaznaczę, że na Open Stage rzucałam jedynie okiem i średnio wiem co się tam działo..



DZIEŃ I

Chciałam być w miarę wcześnie a przynajmniej przed NOKO. Z moją orientacją w terenie niestety przyszłam w połowie koncertu i zdjęć nie mam... Przykro mi z tego powodu bardzo, ale co ja zrobię.
Panowie zagrali tak jak na nich przystało. Czyli w sumie to czego się spodziewałam - muzyka na poziomie dobrym, choć ciut na jedno kopyto.

Następna grała AmetriA. Zaczęli i skończyli mocno, bardzo charyzmatyczny wokalisto-basista. To był chyba jedyny koncert kiedy nie wygoniono nas po 3 piosence, więc można było spokojnie się oswoić z warunkami.






Po Amerrii na scenie zjawili się panowie z formacji Lipali, którzy mieli nie mniejszego kopa. Jak widać nie doceniałam ich. Zachowanie publiczności, która się coraz bardziej rozkręcała chyba lepiej oddało klimat muzyki.




Po nich grała Luxtorpeda. Zaczęło się nieco kwasami z powodów problemów technicznych, które wyraźnie wkurzyły Litzę. Jednak po ustawieniu wszystkiego nastąpiło rąbnięcie.
Swoją drogą Litzę można było przed i po koncercie spotkać kręcącego się przy wyjściu z backstage'a. Całkiem miło, bo pozował to zdjęć i dla każdego kto podchodził miał chwilę.




Kolejnym zespołem był wyczekiwany przez większość Slayer. Zaczęła się rzeź i miazga. Głośniki (basy) przy których staliśmy dawały tak mocno, że krople wody podskakiwały na plandece, która je pokrywała.
Nie będę wypowiadała się bardziej, ponieważ klimat niestety nie mój.




Slayer był 'supportem' dla pierwszego zwycięscy konkursu kapel - Chassis. Dziękowałam sama sobie, że nie poszłam na ich koncert do HRC bo to by była masakra.  Zespół grający mocno, choć za bardzo się poczuwali do bycia gwiazdami. Wokalista sypał przekleństwami z rękawa, zarządzał ścianę. Tłum podzielił się na ludzi krzyczących 'napierdalać' i 'wypierdalać'.
Mimo wszystko dawanie tych kapel jako przedostatni zespół nie było zbyt dobrym pomysłem, bo widać było po publiczności, że niestety to trochę im nie na rękę.




Ostatni grał oczywiście Limp Bizkit. Panowie w doskonałej formie (wciąż nie mogę uwierzyć w wiek Freda...) zagrali wszystko to co publiczność chciała usłyszeć (chyba). Mimo mega organizacyjnej rozpierduchy dot. fotografowania koncert wypadł świetnie. Wielką fanką LB nie jestem, ale i mnie udzieliły się emocje i ta atmosfera.











DZIEŃ II


Dnia II również byłam spóźniona. Ale powiem szczerze, że tylko jeden zespół chciałam zobaczyć.


Zahaczyłam Orbita Wiru, ok. Pozostawię bez komentarza ich występ, bo po prostu jakoś nie mam zdania.

Oedupus. Przyszedł czas, żebym zmierzyła się z tym zespołem, którego fenomenu nie rozumiem. Chodzi mi o to, że ludzie, których ja znam, a którzy znają Oedipusa znają ten zespół z radia Eska Rock. Pytałam kilka osób z kontynentu Ameryka - nie kojarzą.
Mimo wszystko chłopaki grają bardzo pozytywnie. I pewnie kiedyś sobie ich przesłucham, a jakbym miała możliwość pójścia na koncert - czemu nie? Szkoda tylko, że nabrali (nie)sławy napędzanej właśnie przez Eskę...
A jeśli już jesteśmy przy tej radiostacji to imprezę prowadził Pegaz. W sumie się tego nie spodziewałam, bo człowiek jest wykreowany na wielkiego radiowca, bawi się w konferansjera, któremu tłum radośnie krzyczy 'wypierdalaj' za kazdym radem kiedy pojawia się na scenie, by przedstawić zwycięzców konkursów/patronów medialnych/by zapowiedzieć zespół. 





HUNTER - mój sens II dnia tej imprezy. Już pierwsze 3 piosenki, kiedy wszyscy fotografowali ja spędziłam rozkręcając moją własną imprezę w fosie. I mimo to natrzaskałam najwięcej zdjęć (w porównaniu do reszty koncertów). Byli Wyznawcy, był Płytki Dołek (to jeszcze w fosie, bo mam zdjęcie 'mrówki wchodzą mi do uuuuust') było odśpiewane chórem T.E.L.I, które zaczęło się od 'life is life'. Żałuję, że nie było Osiem, bo chciałam jeszcze raz usłyszeć growl Jelonka 'mój pan siedzi na tronie...' Set króciutki. Niestety. Pewnie gdyby grali później dostaliby więcej czasu, ale ja bym nie miała takiego super światła. Coś za coś.
Basista i skrzypek i tym razem nie zawiedli i bawili się w najlepsze na scenie. Nie powiem, bardzo humor mi poprawił ten koncert. Obiecałam sobie przelecieć całą dyskografię i zakupić ich koszulkę. Jak szaleć to szaleć. Szkoda tylko, że ominął mnie moment, kiedy panowie wyszli do ludzi... (dowiedziałam się o tym ze zdjęć na bzicool)







My Riot - muzycznie nie mój klimat. A tak poza tym - zespół mega. Wokalista baaardzo charyzmatyczny, energiczny. Już na pierwszym kawałku biegał bo głośnikach basu, skoczył w tłum, rozbierał się. Reszta zespołu też wyglądała... niecodziennie. Maski, malunki... Perkusistę można było potem zobaczyć jak wyszedł do fanów i pozował do zdjęć.





 In Flames - rozwalili ten dzień. Szczególnie wokalista mówiąc, że ochrona się nudzi i żeby szaleć, dawać ludzi na falę, żeby mieli coś do roboty. Ja odeszłam wtedy na tył, ale ponoć działy się tam dantejskie sceny.
Swoją drogą to był drugi raz po Slayerze, kiedy mimo stoperów nie mogłam wytrzymać. Później robiło się już tylko zimno i uciekałam się grzać do sztabu głównego.




Illusion - był, grał, nie bede przedłużała notki opisem koncertu. 




At the lake - damski wokal, więc się nie wypowiem. Plus za skrzypce. Muzycznie nawet pasowali przed Nightwish...




No właśnie Nightwish... zaczęli grą na dudach, dopiero potem wkroczyła reszta zespołu i na końcu Anette. Tłum zgromadzili spory, choć osobiście spotkałam jedną osobę, która szła na Ursynalia dla Nightwisha. Mi jednak tam cały czas brakowało Tarji i operowego wokalu. Bo I wish I had an anger zaśpiewane tak zwyczanie nie jest już tym samym utworem...
Plus za efekty specjalne, ogień, dym.







Tego tez dnia, smsowo dowiedziałam się, że w trasę po Europie z Billy Taletnt przyjechał Dustin Rabin. Ubłagałam Olgę, żeby do niego napisała, czy mogę się z nim zobaczyć.
Ku mojemu zaskoczeniu odpisał i miałam sie z stawić na meet and greet.



No i w końcu DZIEŃ III. Dla mnie najważniejszy. Jeden ze szczęśliwszych dni mojego życia.

Z racji, że się pochorowałam przybyłam dopiero na Armię, którą niestety fotograficznie opuściłam, bo zagadałam się z ludźmi z forum, których nie widziałam milion lat. Po drodze, jeszcze kompletnie przypadkiem, na przystanku spotkałam Simonę... I zanim zdążyłam się zapytać czy ona to ona usłyszałam 'are you milena?'.

Gorija - grali po Armii. Zapowiadali ich jako najmocniejszy zespól Ursynaliów. Metal jak się patrzy. Francuzi, którzy wcale nie wyglądają, że tworzą taką muzykę. Rozpierducha, kupa wiernych fanów, dobre z zdjęcia, świetne miny basisty.








Chemię ominęłam, bo już znalazłyśmy miejsce spotkania z menadżerką BT, przyszła reszta osób, które czekały na M&G. Wyszła po nas Jessica i organizator, sprawdzili z listą z dowodami osoby wchodzące. Ja nieco spanikowana mówię, że ja nie na liście, jednak Jessica zapytała czy ja do Dustina - TAK. Jessica przyjęła nasz prezent dla Talentów - 0,5 Sobieskiego, który został skonsumowany po koncercie.
Zaprowadzili nas na backstage, posadzili na kanapie i kazali czekać. Jessica zawołała Dustina a reszcie kazała iść do garderoby BT. W sumie cieszyłam się na to spotkanie jak jakaś głupiutka 13 latka. I chociaż głos mi się nie łamał a serce nie kołatało, to zobaczenie na żywo tego człowieka było marzeniem tak nieosiągalnym, że aż nieprawdopodobne było to co się stało.
Siedziałam na kanapie obok człowieka, który pracował dla wielu znanych kapel i firm. Od Warner Bross Records, New York Times po Foo Fighters, McCartneya.
Facet jest wielki.
I oto ten wielki gość, siedzi koło mnie, słucha z zainteresowaniem mojej historii o tym jak to się stało, że ja fotografuje, słucha o tym jak bardzo lubię jego prace, ogląda moją legitymację dziennikarską i gada ze mną ogólnie o wszystkim i niczym. Zdziwiło mnie jak zaczął krytykować fotografów, którzy robią koncerty komercyjnie i nie wkładają w to serca, którzy się nudzą i idą tylko potrzaskać kolejne identyczne fotki. Jeszcze bardziej zdziwiła mnie krytyka drabinek, bo 'każdy powinien mieć równe szanse, a nie że ktoś nagle jest wyższy'. Krytykował, wyrażał opinię, a ja mogłam ją podpasować pod te kilkadziesiąt osób, które przewinęły się przez fosę w ciągu całych Ursynaliów.
Potem Dustin zaproponował, żebyśmy poszli do zespołu. Stwierdziłam, ze czemu nie. Chociaż mimo wszystko powiedziałam tylko 'Hi' do ogółu i wróciłam do rozmowy z Dustinem, który stwierdził, żebym trochę pogadała z kapelą, bo i tak później pójdzie ze mną jeszcze pogadać poza backstage.
Koniec końców to pogadałam tylko z Aaronem czy u niego wszystko okej i poszłam do Iana potwierdzić moją teorię na temat rozpadu Alexisonfire.
Po meet and greecie Dustin rzeczywiście z nami poszedł, znaleźliśmy względnie ciche miejsce a ja zadzwoniłam po resztę i zapowiedziałam, ze przyjdzie kilku jego fanów.
To było tak urocze, jak on się dziwił, że ma fanów, że są ludzie, którzy go kojarzą, chcą spędzić z nim czas i zrobić sobie zdjęcia. ('...z fotografem? zazwyczaj to ludzie chcą zespół')
Całe towarzystwo zostawiłam na 3 kawałki Mastodona.







Po powrocie rozmowy były o wszystkim. O Kanadzie, polityce, lotach, muzyce. Dustin pożegnał i wyściskał każdego dziękując za spotkanie. A mi powiedział, że zobaczymy się w fosie, bo chociaż zazwyczaj wchodzi tam po 3 kawałkach, żeby mieć ją całą dla siebie to wejdzie teraz wcześniej, żeby porobić ze mną zdjęcia.

Rozeszliśmy się w swoje strony. On na backstage, ja na Jelonka...
Jelonek - cóż. Dał tak dobry show, że ciężko to nawet opisać. Zachęcał ludzi do robienia ścianki Ursylianianki, growlował pokazując swoje możliwości wokalne, żartował. Kontakt z publiką rewelacyjny.
Było 'tańczymy z szablami' i cały tłum zaczął robić szable. Efekt niesamowity Nie obyło się bez Daddy Cool.
Dobrze, że jest facet, który do tak mocnej muzyki wprowadza skrzypce i gra 'pierwsze skrzypce'. Dobrze, że taki ktoś istnieje, bo na prawdę cudowne jest to, jak on hipnotyzuje tłum.




Po Jelonku nadszedł czas na ostatni zespól przed Billy Talent. Był nim wrocławski Holden Avenue, który zagrał po prostu dobry rockowy set. Osobiście nie miałam się do czego przyczepić. Więcej nie ma co się rozpisywać.







W czasie oczekiwania na wejście do fosy, na boku zjawił się Jelonek. Nieco się bałam, ze jak wystartuję po autograf, to zaczną wpuszczanie ale zaryzykowałam. W końcu dorwałam człowieka, który uciekał przede mną na Fryderykach strasznie.
Poprosiłam o 3 podpisy dla siebie, dla Olgi i dla.... właśnie. Tutaj drodzy czytelnicy, jeśli ktoś przetrwał tą relację ma okazje ten trzeci autograf dostać. Jeśli serio poczuwasz się do bycia dużym fanem Jelonka i znasz coś więcej niż jego nazwisko to można do mnie napisać na fejsie, chętnie oddam podpis w dobre ręce pierwszej osobie, która się zgłosi :)

Lecim dalej z relacją.

Jeśli mam być szczera. Ten koncert mi nieco zwisał. Ogólnie z całych Ursynaliów, poza możliwością robienia zdjęć cieszył mnie Hunter. Ale gdy tylko zobaczyłam chłopaków na scenie wróciło to uczucie, które siedziało we mnie 2 lata temu. Od razu zjawił się Dustin (który ponoć pytał o mnie), uściskał mnie i zaczęliśmy robić zdjęcia. Mogę śmiało powiedzieć, że fotografowałam ramię w ramię z mistrzem w tej dziedzinie. I mogę śmiało powiedzieć, że z całej fosy jednak on był naj... A w przeciwieństwie do niektórych, wielkich, strojnych z 3 obiektywami i wielkimi plecakami, wyglądał jak zwykły, niepozorny, szary człowieczek w czapeczce, który śmiał się ze mnie jak wywijałam i śpiewałam robiąc zdjęcia.
Po 3 piosenkach, gdy musiałam uciekać uściskał mnie, wymieniliśmy ostatnie uprzejmości (jak każdy native 'it was nice to meet you) w środku tej ulewy jaka miała miejsce 'just in case' wcisnęłam mu swoją wizytówkę (był drugą osobą po moim tacie, która ją dostała). Dustin został pracować, ja poszłam rozkoszować się resztą koncertu, który pochłaniał mnie coraz bardziej.
Rozwaliło mnie od środka oczywiście Line and Sinker, które wywrzeszczałam najgłośniej jak mogłam. Ta piosenka na żywo będzie działała na mnie zawsze tak samo. Kiedy do człowiek skacząc ma wrażenie, że twardo stoi na ziemi. Kilkakrotnie różne osoby proponowały mi podniesienie na falę nie rozumiejąc, że z torbą to kiepski pomysł. Kilkadziesiąt razy przerzucając nad sobą kolejne zwłoki drżałam o mój aparat.
Szkoda, że Talenci mieli tak mało czasu i musieli się wyrobić w godzinę, dlatego też było mało gadania, dużo grania. Były 3 bisy, Devil, wyskandowane przez tłum Fallen Leaves i oczywiście Red Flag na które poleciały wszystkie czerwone wstążki, które to następnie pływały po tłumie.
Było warto moknąć i zapomnieć o całym świecie, o tym co się stało, o problemach, troskach, radościach. Po prostu tańczyć, cisnąć się, obijać i wrzeszczeć coś do nieznanych sobie ludzi.
Warto było tam pójść i to przeżyć.











Pogoda nie dopisała. Deszcz padał 3 dni, ale za to na Luxtorpedzie była piękna tęcza. Szkoda, ze 3 dnia nie wzięłam pelerynki i wróciłam przemoczona do suchej nitki.

Potem przeganiali nas z kolejnych punktów taktycznych, jakaś krzywa akcja z backstage, o której nie będę pisać bo to było żenua ze strony organizatorów i człowieka z nikąd.
Rozeszliśmy się, jednak z późniejszej relacji Simony wiem, ze jednak wyszli na chwilkę żeby się podpisać i uciekli. 





Podsumowując. Serio nie ma nic piękniejszego niż spotkać mistrza w dziedzinie, która jest Twoją pasją.
Usłyszeć od niego, że choćby nie wiem co masz się nie poddawać, tylko robić to co kochasz, spełniać marzania i dążyć do celów.
Spotkałam na żywo, w Polsce, człowieka, o spotkaniu z którym marzyłam, jednak wiedziałam, że to spotkanie nie jest realne.
Spotkałam faceta, który zaczął karierę kiedy ja miałam 4 miesiące. I przez całą długość mojego życia osiągnął tyle, że moim marzeniem jest osiągnąć 1/5 tego, a i tak wydaje się to być nierealne.
Spotkałam gościa, który mimo swojej wielkości, pozostał skromnym, życzliwym i mądrym człowiekiem, a sam o sobie mówi 'Almost Famous'.


Pewnie o wielu rzeczach zapomniałam napisać... Trudno.


Na koniec chciałam podziękować wszystkim, którzy przeczytali tą relację. Jest ona nietypowa, bo jak już wiecie zdarzyła się mega ważna dla mnie rzecz.
Po drugie chciałam podziękować wszystkim, którzy w niedzielę znosili moją rozanieloną osobę.


Zapraszam na www.neftan.pl gdzie można zobaczyć moją całą fotorelację.
A także do polubienia fanpage mojego bloga na fejsie i na fanpage netfan.pl :)


A na sam koniec pozwolę sobie pozdrowić wszystkich, których spotkałam, bo często to było bardzo nieplanowane, aż sama się dziwiłam na kogo wpadłam :)
Ekipę z forum i ich znajomych: Paulinę, Olgę, Olę, Shetankę, Adriana, Asię, Mikołaja, Sylwię, Olę, Alex, Alice, Natię, spotkaną w końcu Ewelinę, jej koleżankę, Martę, Dorotę.
Ludzi z meet and greeta.
Ekipę z JG: Szfajkę z jej Jarkiem, Oto, Kalinkę, Walę, Spalcika, miniętą w tłumie Avi.
Ludzi z fosy, z którymi gadałam nie znając ich, rednacza bzicool, ludzi, na których wpadałam przypadkiem w tłumie/autobusie/na przystanku: Simonę i jej koleżankę, Pawła, Kingę, Olę, Mateusza
I całą resztę o której zapomniałam, której nie wymieniłam.
Miło było was wszystkich zobaczyć na żywo :)






EDIT: Jelonkowy podpis zaklepała Karolina :)









6 komentarzy:

  1. Jesteś niesamowita. ^^ jak już się zacznie czytać Twoją notkę, to nie można przestać. Oby tak dalej. Gratuluję^^ I zazdroszczę talentu ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach Majlen, Majlen... relacja genialna, dzieki za pozdrowienia i zdjecia ktore robilas mi na m&g :) mam nadzieje, ze na nastepnym koncercie rowniez jakos sie spotkamy.
    Alice :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach Majlen, Majlen... relacja genialna, dzieki za pozdrowienia i zdjecia ktore robilas mi na m&g :) mam nadzieje, ze na nastepnym koncercie rowniez jakos sie spotkamy.
    Alice :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie się cieszę, że poznałam Cię w końcu na żywo. Jesteś strasznie rozgadana i taka szalenie pozytywna, na klawiaturę ciśnie mi się jedno: <3

    A co do autografu Jelonkowatego to bym nie pogardziła, ale akurat jego mam 2, reszty zespołu mi kurde brakuje :C I trochę mnie smuci, że wszyscy jarają się Jelonkiem, a Maniuś, Krzyś, Jebik i Pawełek stają się tłem, którego się nie dostrzega. A przecież bez nich Jelonek na koncercie by tyle nie zdziałał, Jelonek bez nich nie byłby Jelonkiem. :c

    Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze na wielu koncertach, oby :3
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna relacja. Przypominam sobie chwile roziskrzone śmiechem, czarem wspomnień napływających falami. Co mnie zgorszyło? Komentarz odnośnie Slayera. Całe życie czekałam na ten koncert i słowo "support" zdecydowanie nie pasuje, ale rzeź i miazga - zgadza się :P Żałuję, że nie miałam okazji Cię poznać ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Mileno, cóż mogę powiedzieć. Żałuję że w tym roku jakoś nie udało mi się spędzić z Wami(forumową ekipą) tego festiwalu, bo ominęła mnie cała ekscytująca przygoda związana z Dustinem. :(
    A relacja jest świetna i bardzo za nią dziękuję, bo przelałaś w nią dużo energii i pozytywnych emocji.

    Magda

    OdpowiedzUsuń